
Deszcz za oknem, zimno, nie chce się wyściubić nosa na zewnątrz. W końcu przestaje, rower z garażu i można ruszać przez błota, kierunek cmentarz żydowski. Po drodze zdążyło się zupełnie rozpogodzić, zamiast obelisków ginących w mroku lasu na miejscu żółte, czerwone liście, polana tonąca w słońcu. No trudno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz